• działanie

    Wydaje mi się, że pomijasz istotny czynnik w całym układzie sił, mianowicie rosnącą rolę coraz bardziej paranoicznej subiektywności. W Twojej analizie Kaczyński jawi się jako polityk w przeważającej mierze racjonalny i w gruncie rzeczy uprawiający tradycyjną politykę. Nie przeczę o tyle, o ile pewne elementy — a ściślej: pozostałości racjonalizmu oraz tradycyjnie pojętego myślenia politycznego — są wciąż obecne w dyskursie, jaki chaotycznie rozwija Kaczyński. Kłopot w tym, iż owa racjonalność i polityczność sukcesywnie cofają się pod naporem irracjonalizmu i post-polityczności. Te dwa ostatnie czynniki korelują z procesem podporządkowania obiektywizmu (np. w ocenie otaczającej nas rzeczywistości) temu, co radykalnie subiektywne. Krótko mówiąc: Kaczyński coraz bardziej ulega swoim paranoicznym mniemaniom i wyobrażeniom. Z tego wynika, że państwo czy ustrój mogą być OBIEKTYWNIE niezagrożone, natomiast Kaczyńskiemu może się SUBIEKTYWNIE wydawać, że zagrożenie jest wyjątkowe — i jako takie wymaga wyjątkowych środków, np. wprowadzenia stanu wyjątkowego (notabene, to charakterystyczne napięcie między obiektywnym stanem rzeczy a subiektywnym mniemaniem, kontestującym ów stan, widać wyraźnie np. w stosunku Kaczyńskiego do katastrofy smoleńskiej — obiektywna analiza nie daje żadnych przesłanek do tezy o zamachu, mimo to paranoicznie subiektywny podmiot żywi silne przekonanie, że zamach miał miejsce).

    W tym kontekście przypomniałbym „Dyktaturę” Schmitta. Ten fundamentalny manifest (tekst Schmitta wszak manifestacyjnie afirmuje dyktaturę) powstał w wyniku bardzo silnego przeświadczenia — skrajnie subiektywnego — że rozpad państwa niemieckiego można powstrzymać wyłącznie przy pomocy nadzwyczajnych środków (dyktatury właśnie). Nie mam ochoty na marksistowskie teoretyzowanie o komunizmie. PRL jest określany potocznie komuną i tego się trzymam. To że komuna miała różne fazy to wiem, jak również to, że komuna po Solidarności w sumie postradała totalitarne zęby i kończyła swój żywot bardziej jako wojskowa hunta, a nie jako totalitarna monokultura. Tylko, że te dywagacje są tutaj nie na temat.

    Realia „polityczne” miały jednak to do siebie, że protagoniści działający w ramach tamtych realiów czuli się zobowiązani do tego, by swoje subiektywne pomiary wentylacji Warszawa  mniemania obiektywizować w postaci w miarę przynajmniej spójnych dyskursów (stąd „Dyktatura” Schmitta, „Totalna mobilizacja” Jungera czy „Mein Kampf” Hitlera). Rzeczywistość post-polityczna natomiast walnia z obowiązku obiektywizacji oraz przywiązuje niewielką wagę do treści — tym, co się liczy jest przede wszystkim chaotyczny ruch afektów, przygodne kłębienie się namiętności, inscenizowanych przez reżyserów od przypadku do przypadku. W takim układzie sensy są drugorzędne — chodzi tylko o to, by się paliły i rozpalały publikę. Przedwczoraj koksem był „układ”, wczoraj „katastrofa smoleńska”, dziś w piecu można palić „islamistami”, a jutro na podpałkę pójdzie „unia” — i każdy z tych obiektów będzie wymagał specjalnego traktowania (Sonderbehandlung ;-)), nadzwyczajnych środków skumulowanych w jednej dłoni „szarpiącej cugle”…


  • Commentaires

    Aucun commentaire pour le moment

    Suivre le flux RSS des commentaires


    Ajouter un commentaire

    Nom / Pseudo :

    E-mail (facultatif) :

    Site Web (facultatif) :

    Commentaire :