• Tydzień temu kupiłem sobie zestaw bielizny w kolorze czarnym i granatowym. Twój dość przydługi wywód sprowadza się w zasadzie to tego, że to co kupiłem wcale nie jest bielizną, bo przecież "według autora tej idei" (pardon - tego pojęcia) bielizna musi być w kolorze białym. To tyle na temat "pisich mundrości". 

    No i oczywiście cały demokratyczny świat także cechuje się tym, że "z trudem potrafią czytać, a czytać ze zrozumieniem, to już rzadkość". Jedynymi sprawiedliwymi są J. Kaczyński i jego zwolennicy. Cała reszta to lekko tępawa i niedouczona tłuszcza. 

    Poza tym ciągłe gadanie o "woli narodu wyrażonej w powszechnym demokratycznym głosowaniu" staje się już powoli nudne. Ludzie (nie naród, bo ten w Polsce nie istnieje) głosowali na PiS z różnych powodów i bynajmniej głównym z nich nie było zawłaszczanie państwa i rozwalanie jego demokratycznych struktur. PiS z kampanii wyborczej to była zupełnie inna parta, niż obecny PiS przy władzy.  Przeciez prezes juz oswiadczyl publicznie i wprost, ze sie nie cofnie. Czekacie na to, ze powie cos innego ?  Bardzo ciekawe uwagi, ale zapomniałeś dodać, że demokracja możliwa jest tylko w warunkach, kiedy nie istnieją znaczne różnice majątkowe pomiędzy obywatelami. Inaczej, to dochodzi do takich absurdów jak na przykład w USA, gdzie aby zostać prezydentem, escape rooms Warszawa a nawet tylko parlamentarzystą, to trzeba być milionerem, a więc demokracja dawno temu przekształciła się tam w plutokrację, czyli rządy bogaczy.

    A opozycja zachowuje sie jak dzieci. Na  Po nie ma co liczyc, tpoz to przyrodnia siostra PIS, SLD wciaz nie wie czy istnieje jeszcze jako formacja. PSL udaje opozycje ale przyjmie kazda reke, jezeli ta reka bedzie miala kilka stanowisk dla dzialaczy i politykow. Pozostaje zagubiona Nowoczesna, wydaje sie, ze jest rowniez zagubiona co bezradna. Do tej skreślonej przez ciebie plutokracji ludzie stoją w kolejkach po wizę przed ambasadą przy ul. Pięknej w Warszawie. Jakoś im nie pasuje nawet taka cudowna demokracja jak ta pod wezwaniem prezesa. PS. Wasza propaganda jest prymitywna i nic z niej nie zostanie, gdy skończy się z wielkim hukiem rozdawanie ludziom pieniędzy przez ten reżim. Wspomniałem na wstępie, że tylko kilka osób właściwie odczytuje ideę trójpodziału władzy, nie tylko "literę", ale też "ducha praw" widzi i wypowiada się w tej mierze - lider "Solidarności Walczącej" - Kornel Morawiecki oraz twórca i animator takich ruchów społecznych, jak Porozumienie Centrum, czy Prawo i Sprawiedliwość uświadommy sobie w końcu, że p. Kaczyński et consortes to nie jest jakaś tam odosobniona grupa ekstremistów i oszołomów. To jest właśnie emanacja narodu polskiego, jego mentalności i wyznawanych zasad (moja chata z kraja, niech na całym świecie wojna, a to mam za całe zdrowie, pouczać to my, ale nie nas i tak dalej). To jesteśmy my, Polacy. Udowodniły to ostatnie wybory. Przez chwilę wydawało się, że się nadajemy na Europejczyków. 

    Gdybym chciał zrobić remont łazienki i podpisał kontrakt z fachowcem na tę pracę, to fakt zawarcia umowy nie daje mu prawa do zmieniania warunków umowy i samowolnego decydowania o tym jakie będę miał płytki czy wannę. PiS po wyborach zupełnie zmienił "zasady gry", a jego zwolennicy z uporem maniaka powtarzają: "zostali wybrani w demokratycznych wyborach, więc mogą wszystko". Nie, nie mogą.


    votre commentaire
  • Dzisiaj, właściwie od kilku już tygodni kwestia trójpodziału nie schodzi z ust polityków wszelkiej maści, szczególnie tych z tzw."Opozycji". Konstytucję RP też dzierżą dzielnie w rękach - szczególnie ci, którzy z trudem potrafią czytać, a czytać ze zrozumieniem, to już rzadkość. Czytać natomiast u żródła idei owego trójpodzialu, to podejrzewam - nikt z tej opozycji nie czytał; (może prof. Iwiński), ale on nie jest posłem. "Inaczej" - jak tytuł notki wskazuje myśli parę osób i myślał jeden największy - czyli twórca teorii trójpodziału - genialny myśliciel i pisarz polityczny - Charles Louis de Montesquieu. Otóż w swoich utworach i pismach politycznych, a przede wszystkim w epokowym dziele "De l'esprit des lois" (O duchu praw) wyłożył teorię nie tylko trójpodziału władzy, ale całą istotę ustroju demokratycznego. 

    Monteskiusz analizując różne ustroje panujące zarówno w państwach mu współczesnych, jak i już nieistniejacych dochodzi do wniosku, że oczywiście ustrojem sprawiedliwym i pożądanym jest demokracja. Widzi jednak, iż ludzie nie są ze swojej natury do demokracji nastawieni przychylnie - każdy człowiek daży do dominacji, do panowania nad innymi, każdy chce być kimś lepszym i każdy chciałby z tej racji być bardziej uprzywilejowany. W związku z tym demokracja wymaga prawnej ochrony; prawo ma zapewniać społeczną sprawiedliwość (to dość wyświechtana w czasach komuny słowna zbitka), ale właśnie prawo winno owej demokracji służyć. Stąd szczególne umocowanie prawa w ustroju demokratycznym, prawo poprzez udział sądownictwa we władzach jest niezależne od innych rodzajów władzy - od, mianowicie władzy ustawodawczej i wykonawczej; to autor idei trójpodziału właśnie postulował. Lecz nie tylko: 

    Władze: ustawodawcza, wykonawcza i sądowa, winny być od siebie oddzielone i równoważyć się wzajemnie, ustawodawstwo zaś dostosowane do warunków wynikających z położenia, tradycji, charakteru rządu (tzw. determinizm geograficzny), ale musi ono sprzyjać wolności i postępowi. 

    W doktrynie polityczno-prawnej i filozoficznej Monteskiusza ważną rolę odgrywał relatywizm. Wyrażał się on w przekonaniu, iż życie społeczeństw powinno być przeniknięte duchem praw. Ów duch praw polegać miał na"rożnych stosunkach, jakie prawa mogą mieć z różnymi rzeczami". Dowodził, że duch praw jest różny u różnych narodów i zależy od położenia geograficznego kraju, klimatu, warunków życia mieszkańców, od liczby ludności, jej obyczajów, a także religii i tradycji. Zróżnicowany charakter poszczególnych narodów, uniemożliwia stworzenie jednego, uniwersalnego modelu prawa. 

    Monteskiusz w swoim dziele podkreślał rzecz niezmiernie wazną - mianowicie - nadrzędność demokracji nad prawem, innymi słowy prawo ma oczywiście chronic demokrację i służyc jej, ale w przypadku, kiedy prawo zaczyna dominować, kiedy chroni interesy jednej grupy społecznej, czy politycznej organizacji kosztem ogółu - wówczas to złe prawo musi byc zmieniane, musi byc doskonalone. Najwyższym prawodawcą jest naród - poprzez swoje przedstawicielstwo demokratycznie wybrane, lub bezpośrednio (dzisiaj powiedzielibyśmy - poprzez referendum). 

    Autor "Listów perskich" i wspomnianego dzieła "O duchu praw" mówił m.in.: Kiedy w jed­nej i tej sa­mej oso­bie lub w jed­nym i tym sa­mym ciele władza pra­wodaw­cza zes­po­lona jest z wy­konaw­czą, nie ma wol­ności. [...] nie ma również wol­ności, jeśli władza sędziow­ska nie jest od­dzielo­na od pra­wodaw­czej i wykonawczej. 

    Otóż mamy teraz w Polsce klasyczny przykład dominacji prawa nad demokracją, a raczej usilne dążenie różnych grup interesów wspomaganych przez lobby prawnicze, by tę dominację osiagnąć i utrzymać. Pewne nieszczęśliwe zapisy w Konstytucji usiłuje się przedstawić jako prawdy objawione wykute w kamieniu, odlane w spiżu - nie do ruszenia. Przy czym nieważna jest wola narodu wyrażona w powszechnym demokratycznym głosowaniu - ważne są owe wadliwe konstytucyjne zapisy dotyczace powoływania i sprawowania urzędu sędziów w Trybunale Konstytucyjnym. Przy uchwalaniu konstytucji nie wzięto pod uwage przypadku kilkukrotnego sprawowania władzy przez jedną polityczną opcję, to - przy określeniu kadencji sędziów TK na okres 9 lat doprowadziło do sytuacji, że w Trybunale zasiadają (prawie wyłacznie) sędziowie powołani przez tę jedna opcję, chociaż wolą narodu została od władzy odsunięta i oczywiście mając możność delegalizowania ustaw uchwalonych przez nową władzę - może sparaliżować jej sprawowanie przez rząd wybrany wolą narodu. Jest to patologia polegajaca na odwróceniu służebnej wobec demokracji roli prawa na nadrzędną wobec tej demokracji. PiS ma gdzieś Timmermansa, Jaglanda i Schmidta. Im bardziej ich atakują tym żelazny elektorat (portfolio klerykałów, szowinistów, kiboli, populistów etc) się cementuje. Bardzo mi to przypomina sytuację w Rosji Putina. To po prostu logika działania tej partii i jej elektoratu. 

    Zaryzykuję tezę, że dopóty polski KK będzie na pozycjach integrystycznych i przedsoborowych, dopóki polska prawica pozostanie nieucywilizowana i niedopasowana do standardów europejskich. Dla elektoratu PiS wszystko jest w porządku: cytat Kwaśniewskiego. Potwierdzam z moich doświadczeń.Opozycja jest do krytykowania rzadu a rzad do rzadzenia. Jesli rzad bedzie zle wykonywal swoje obowiazki wyborcy go zmienia. W Polsce nastapila zmian wladzy ktorej zyczyli sobie obywatele. Bruksela powinna zajmowac sie ochrona Europy a nie wizytowaniem Warszawy. 

    Taki stan rzeczy jest spowodowany zasadą powoływania sędziów TK przez sejm - czyli skład TK powiela w przypadku cyklicznej zmiany u władzy różnych partii - skład tej Ustawodawczej Izby. Lepsza metodą powoływania sędziów TK byłyby wybory powszechne, lub przyznanie prawa powoływania sędziów innym także podmiotom politycznym państwa - nie tylko sejmowi. Błędem jest także pozostawienie prawa do orzekania zgodności z konstytucją ustaw sejmowych dotyczących działania TK (regulaminu pracy). Mamy tu do czynienia z typowym orzekaniem we własnej sprawie i oczywiście wszelkie ustalenia, które w jakiejkolwiek mierze uszczupliłyby znaczenie, czy przywileje tego ciała - będa zawsze odrzucane. Kwestią też dyskusji jest długość kadencji sędziów TK - 9 lat doprowadza właśnie do zbędnej, a nawet szkodliwej petryfikacji układu sędziowskiego w składzie tej sędziowskiej izby. 

    Zasłanianie się Konstytucją (wprawdzie przyjętej przez naród, ale niedoskonałej) świadczy tylko o ochronie za wszelka cenę swoich tylko i swojej grupy - interesów, a nie o ochronie demokracji i pełnieniu służebnej wobec niej roli i służebnej w stosunku do narodu. Wspomniałem na wstępie torby papierowe , że tylko kilka osób właściwie odczytuje ideę trójpodziału władzy, nie tylko "literę", ale też "ducha praw" widzi i wypowiada się w tej mierze - lider "Solidarności Walczącej" - Kornel Morawiecki oraz twórca i animator takich ruchów społecznych torby z nadrukiem , jak Porozumienie Centrum, czy Prawo i Sprawiedliwość - Jarosław Kaczyński. Innym dpmorosłym konstytucjonalistom zalecałbym jednak lekturę klasyka teorii trójpodziałun władzy. 


    votre commentaire
  • kult czystej egzekutywy — właśnie owych „generalnych pełnomocnictw”. To skrajny „idealista”, któremu obcy jest „materializm” równoznaczny z przywiązaniem do tak przyziemnej materii jak konkretny program. Mimo to nie jest tak, jak mówisz, że K. „nie zamierza dokonywać żadnych ustrojowych zmian”. W końcu, bardzo mocne wzmocnienie władzy wykonawczej, kosztem ustawodawczej i sądowniczej, to jednak konkretna ustrojowa zmiana. A że przeprowadzona nie wiadomo po co — to już osobny problem. Czy Kaczyński to polityk na wskroś racjonalny? … Czy można jeszcze bardzieć podzielić włos na czterdzieści-czworo? Oczywiście, że prezes wie co robi, jakiś tam swój racjonalny rozum posiada, juz o łagodnym wzroku i wymownej gestykulacji dłoni nie wspominając. Jego władza, jego polityka, jego racjonalność. A to, że nam się nie podoba, ba, wręcz zakrawa na szaleństwo – to przecież jest nasz feler.

    I felerem wyborców jest to, że głosując na PiS dali się zwieść słowom prezesa i obietnicom jego pacynek. Nie wiadomo mnie po co nań głosowali. Bo jeśli zależało im na 500 złotych na dziecko, albo na likwidacji gimnazjów i podstawówki dla 6-latków, albo na religii na świadectwie, to słusznie robili. Ale im zależało na czymś o wiele większym, o czymś niepomiernie pozytywniejszym, twórczym, patriotycznym – im zależało na dokopaniu w tłuste półdupki Tuska, a jak nie mogli tak daleko sięgnąć, to w tyłki Radka i doktor z Radomia, no i Szoguna z Budy Ruskiej. To było wiekopomne dzieło wyborcze, zbiorowo demokratyczne.

    W tym sensie metafizycznym Polacy wiedzieli co robią? A w sensie przyziemnym, jeśli im zależało na większym socjalu, np. na podniesieniu płacy minimalnej, na progresywności danin, na wyższych płacach i dosypaniu matkom (i ojcom) z dziećmi na ręku i na utrzymaniu to należało nie wybierać PiS. Należało dać nauczkę zgniłym Platformersom, należało znaleźć inne ekipy do rządzenia, należało zmusić do tworzenia koalicji i umożliwić przez kilka przejściowych lat na kształtowanie nowych aktorów i meblowanie sceny inaczej niż POPiS.

    Nie wiem co chcieli zrobić wyborcy, co chcieli osiągnąć wybierając PiS. Bo co zamierza prezes jest jasne od samego początku III RP.


    votre commentaire
  • Wydaje mi się, że pomijasz istotny czynnik w całym układzie sił, mianowicie rosnącą rolę coraz bardziej paranoicznej subiektywności. W Twojej analizie Kaczyński jawi się jako polityk w przeważającej mierze racjonalny i w gruncie rzeczy uprawiający tradycyjną politykę. Nie przeczę o tyle, o ile pewne elementy — a ściślej: pozostałości racjonalizmu oraz tradycyjnie pojętego myślenia politycznego — są wciąż obecne w dyskursie, jaki chaotycznie rozwija Kaczyński. Kłopot w tym, iż owa racjonalność i polityczność sukcesywnie cofają się pod naporem irracjonalizmu i post-polityczności. Te dwa ostatnie czynniki korelują z procesem podporządkowania obiektywizmu (np. w ocenie otaczającej nas rzeczywistości) temu, co radykalnie subiektywne. Krótko mówiąc: Kaczyński coraz bardziej ulega swoim paranoicznym mniemaniom i wyobrażeniom. Z tego wynika, że państwo czy ustrój mogą być OBIEKTYWNIE niezagrożone, natomiast Kaczyńskiemu może się SUBIEKTYWNIE wydawać, że zagrożenie jest wyjątkowe — i jako takie wymaga wyjątkowych środków, np. wprowadzenia stanu wyjątkowego (notabene, to charakterystyczne napięcie między obiektywnym stanem rzeczy a subiektywnym mniemaniem, kontestującym ów stan, widać wyraźnie np. w stosunku Kaczyńskiego do katastrofy smoleńskiej — obiektywna analiza nie daje żadnych przesłanek do tezy o zamachu, mimo to paranoicznie subiektywny podmiot żywi silne przekonanie, że zamach miał miejsce).

    W tym kontekście przypomniałbym „Dyktaturę” Schmitta. Ten fundamentalny manifest (tekst Schmitta wszak manifestacyjnie afirmuje dyktaturę) powstał w wyniku bardzo silnego przeświadczenia — skrajnie subiektywnego — że rozpad państwa niemieckiego można powstrzymać wyłącznie przy pomocy nadzwyczajnych środków (dyktatury właśnie). Nie mam ochoty na marksistowskie teoretyzowanie o komunizmie. PRL jest określany potocznie komuną i tego się trzymam. To że komuna miała różne fazy to wiem, jak również to, że komuna po Solidarności w sumie postradała totalitarne zęby i kończyła swój żywot bardziej jako wojskowa hunta, a nie jako totalitarna monokultura. Tylko, że te dywagacje są tutaj nie na temat.

    Realia „polityczne” miały jednak to do siebie, że protagoniści działający w ramach tamtych realiów czuli się zobowiązani do tego, by swoje subiektywne pomiary wentylacji Warszawa  mniemania obiektywizować w postaci w miarę przynajmniej spójnych dyskursów (stąd „Dyktatura” Schmitta, „Totalna mobilizacja” Jungera czy „Mein Kampf” Hitlera). Rzeczywistość post-polityczna natomiast walnia z obowiązku obiektywizacji oraz przywiązuje niewielką wagę do treści — tym, co się liczy jest przede wszystkim chaotyczny ruch afektów, przygodne kłębienie się namiętności, inscenizowanych przez reżyserów od przypadku do przypadku. W takim układzie sensy są drugorzędne — chodzi tylko o to, by się paliły i rozpalały publikę. Przedwczoraj koksem był „układ”, wczoraj „katastrofa smoleńska”, dziś w piecu można palić „islamistami”, a jutro na podpałkę pójdzie „unia” — i każdy z tych obiektów będzie wymagał specjalnego traktowania (Sonderbehandlung ;-)), nadzwyczajnych środków skumulowanych w jednej dłoni „szarpiącej cugle”…


    votre commentaire
  • Zgadzam się z twoimi uwagami. Z tym, że stan ktory opisujesz w komentarzu o 11,13 w moim przekonaniu odnosi się do praktyki politycznej okreslanej współcześnie jako „demokratura” a nie „dyktatura”.

    Nie przepadam za tym okresleniem z uwagi na jego ogólnikowość no ale jak na razie lepszego nie wymyślono.

    Przypomnę, że owa „demokratura” w najwiekszym skrócie to sprawowanie władzy po częsci demokratyczne a po częsci dyktatorskie bedace reakcją na słabości tzw demokracji liberalnej. Taki autorytarym okraszony fasadową demokracją. Mysle, że w tym się najlepiej mieści tworzenie pozorów o których piszemy.

    Natomiast „dyktaturą” są rządy jakiejś grupy społecznej pozostające poza kontrolą społeczną realizowaną w formule demokratycznej.

    O to własnie chodziło red Bartoszowi, który w polemice z prof Borodziejem snujacym analogie miedzy PiS a NSDAP przypomniał, że w marcu 1933 NSDAP uzyskała tzw generalne pełnomocnictwa do sprawowania władzy za pomocą dekretów czyli poza kontrolą parlamentarną. To był początek dyktatury czy „Państwa Stanu Wyjatkowego” jak to okreslił prof Ryszka – wspomniałem o tym na początku dyskusji.

    Powyższy przykład, jak i inne doswiadczenia z dyktaturami wskazują, że ta forma sprawowania władzy za pomocą przemocy państwowej stosowana jest w momentach zagrożenia państwa, jego ustroju, stosunków własnosci itp. Albo odwrotnie – w przypadku gdy dyktatorska grupa chce zmienić ustrój. Jeśli chodzi o Polskę i Polaków, to wyzwolenie z kaźni własnej posłuszeństwa jaźni wiedzie głownie poprzez wyzwolenie się spod wpływu kościoła katolickiego, instytucji autorytarnej, hierarchicznej, aktywnej politycznie i usłużnej posłusznym jej politykom, instytucji opartej na posłuszeństwie w relacji pastuch – trzoda. Co niedziela wielkie pranie mózgu plus okazjonalne przepierki. Takim ludem łatwo sterować, taki lud bez końca czeka na zbawiciela, i czekać będzie do śmierci zwanej usraną, bo jedynym zbawicielem ludu jest sam lud, poprzez zdrowo funkcjonujące społeczeństwo obywatelskie i emanująca z nich organizacja państwa.

    Nikt w III RP, nawet pożal-się-materio lewica z peerelowskim rodowodem, nikt nie był w stanie postawić kościoła na swoim miejscu, czyli w sferze prywatnego życia obywateli. Rządy autorytarne były zapisane u zarania III RP, a to z tej prostej przyczyny, że na fundament post-komunistycznej Polski oraz na pierwsze 16 lat jej trwanie przypada nic innego, jak jedno z największych nieszczęść w historii Polski: pontyfikat papieża-Polaka. Władający Polską od lewa do prawa jednym okiem spozierali z trwogą na Watykan, no bo co papież-Polak powie, jeśli zrobimy tak, a nie inaczej ? Autorytaryzm papieski położył się długim cieniem na Polakach, którzy z niewolniczym umiłowaniem słuchali pohukiwań płynących ze strony tej religijnej satrapii, słuchali bardziej, niż samych siebie, dziwując się potem, że coś jest nie tak z Polską. Pewnie, że „coś” było pokój zagadek Warszawa  nie tak, skoro coś nie tak było z Polakami, dobrowolnie oddającymi odpowiedzialność za własną pomyślność w ręce watykańskiego ojca narodu polskiego i jego miejscowych namiestników typu Michalik, Dydycz czy Ryczan. Ten stan rzeczy trwa do dziś w Polsce wytapetowanej obrazkami i tandetnymi figurkami Wojtyły, stan niewolniczego upojenia. To doskonałą gleba dla autorytaryzmu.

    Jak dowodziłem w dyskusji nie ma przesłanek do twierdzenia, że PiS Kaczyńskiego siegnie po dyktatorską formę rządów ponieważ z jednej strony państwo, jego ustrój są niezagrożone a z drugiej Kaczyński nie zamierza dokonywać żadnych ustrojowych zmian. Z mysli politycznej Kaczyńskiego, choć wyrażanej ekspresyjnie, bojowo, momentami rewolucyjnie, po odcedzeniu nic nie pozostaje. Cała ta zapowiadana zmiana to lipa więc Kaczyńskiemu do niczego nie są potrzebne jakieś „generalne pełnomocnictwa”.


    votre commentaire



    Suivre le flux RSS des articles
    Suivre le flux RSS des commentaires